search-bar

Organizacja

Warto być w Warszawie. To kosztuje, ale i opłaca się jak nigdy dotąd

O zaletach prowadzenia firmy IT w Warszawie mówi Mikołaj Czajkowski – Co-Owner i General Manager w spółce technologicznej Move Closer.

Autor tekstu: Mikołaj Czajkowski

Warszawa, tak jak Tel Awiw i Berlin, to dzisiaj miasto, w którym zwyczajnie opłaca się być. Choć problemy są u nas inne niż w Berlinie, a w Berlinie inne niż w San Francisco. Dawno minęły czasy, w których śniliśmy o Zachodzie, będąc dla niego zaledwie zapleczem taniej siły roboczej. Dzisiaj „polski inżynier” to marka ceniona na całym świecie, a polskie firmy, które umieją to wykorzystać, śmiało konkurują z zagranicznymi gigantami branży tech. Metricso, Fitqbe, Zapakuj.to, Symotion ‒ wszystkie te firmy stoją dzisiaj u progu światowej kariery. Wszystkie są z Warszawy.

Do niedawna polska stolica zaledwie aspirowała do miana drugiego Berlina, gdzie swój sukces wykuwało choćby Zalando, czy drugiego Tel Awiwu, gdzie start-upy technologiczne mają swój bulwar. Dzisiaj Warszawie już niczego nie brakuje. Siedziby niemal wszystkich światowych gigantów już tu są i nie ma znaczenia, że z Berlina miałyby do nas trzy godziny drogi, zresztą siedziby polskich organizacji przestają im ustępować. Organizujemy wydarzenia stymulujące innowacje i mamy coraz większe możliwości ich finansowania. I jasne, Poznań, Wrocław czy Kraków wciąż depczą nam po piętach, ale o największych pieniądzach nadal rozmawia się w stolicy.

Teraz, zamiast ścigać niemożliwe do spełnienia marzenia o tym, by zostać kopią czegoś, powinniśmy skoncentrować się na wykorzystaniu naszych mocnych stron. A tych jest sporo. Po pierwsze – rynek polski jest o wiele pojemniejszy od izraelskiego, dzięki czemu polskie organizacje mogą utrzymywać się z usług i produktów kierowanych wyłącznie do rodzimych partnerów. To wciąż dużo łatwiejsze i tańsze niż ekspansja zagraniczna. Oczywiście żadna współczesna firma z branży technologicznej świadomie nie ogranicza się wyłącznie do krajowego rynku, ale dzięki jego pojemności każda może racjonalnie zaplanować dalszy rozwój. W Izraelu zasadę go big or go home od początku trzeba traktować bardzo dosłownie.

Miejsce, ludzie i samoświadomość

Mocnych stron mamy zresztą znacznie więcej. Po pierwsze – położenie. Wszędzie mamy blisko! Do Dublina i Berlina – rzut kamieniem, do Tel Awiwu – niewiele dalej. A przecież nic nie zastąpi kontaktów, zwłaszcza na etapie komercjalizacji produktów, kiedy bardziej niż nasz innowacyjny pomysł liczą się relacje i zaufanie inwestorów.

Po drugie – ludzie. Nasi inżynierowie są jednymi z najlepszych na świecie i – jakkolwiek nieprawdopodobnie to zabrzmi dla absolwentów studiów humanistycznych – wciąż są relatywnie tani. Pensja polskiego UX designera na poziomie seniora to koszt rzędu 2,5 tys. euro, podczas gdy w Izraelu za te same kompetencje trzeba zapłacić trzy razy więcej. Ze względu na położenie zaczynamy już przyciągać specjalistów ze Wschodu, którzy nawet przy uwzględnieniu niedogodności związanych z barierą językową oferują bardzo dobry stosunek jakości do ceny.

Po trzecie – świadomość dwóch poprzednich. Nie mamy kompleksów wobec Zachodu, bo tam byliśmy. Warszawa, o której oczywiście można mówić długo, zarówno dobrze, jak i źle, na tym tle wypada bardzo korzystnie. Jest taniej, czyściej i zwykle bezpieczniej, a ludziom, którzy mają odpowiednie kwalifikacje, żyje się tu naprawdę dobrze. W przeciwnym razie dawno by ich tu nie było.

Rynek pracownika (bo w branży IT od dawna możemy o nim mówić) rodzi jednak ogromne wyzwania, zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy nie zauważyli, że umowa o pracę nie jest częścią systemu motywacyjnego, a darmowa kawa to nie inwestycja w produktywność. Ale i dla reszty, tych bardziej na czasie, niska podaż wykwalifikowanych specjalistów IT jest bolączką. O pracowników trzeba zabiegać jak nigdy dotąd, a w nowych technologiach to właśnie oni decydują o wartości firmy. Pytanie – jak ich zdobyć? Pieniędzmi nie sposób tego robić w nieskończoność, tym bardziej że polscy przedsiębiorcy zawsze będą na straconej pozycji względem niemieckich czy brytyjskich. Benefitami? To już standard w każdym CUW-ie. Świetną atmosferą w młodym, dynamicznym zespole? Nie w tej branży.

Wojna o talenty tech

Odpowiedź może stanowić zaskoczenie dla wszystkich tych, którzy stawiali na wartości. W pierwszej kolejności bowiem zadbać należy o fasadę, czyli biuro. O tym, jakie znaczenie ma ono dla pracowników, którzy zaspokoili już niemal wszystkie podstawowe potrzeby, przekonuję się na każdym kroku. Jeszcze półtora roku temu tłoczyliśmy się w niewielkim mieszkaniu, dzisiaj mamy trzy salki konferencyjne, hamaki i kolorowe pufy… i właśnie szukamy czegoś lepszego.

Obecna przestrzeń już jest za ciasna. Jest za głośno, zbyt tłoczno i coraz bardziej duszno, co negatywnie odbija się nie tylko na pracy, ale i na procesach rekrutacyjnych. Nowego pracownika trzeba dzisiaj olśnić od progu, niemal tak samo jak klienta, a stałego pracownika – zmotywować do efektywnej pracy, także tworząc odpowiednie warunki. I oczywiście, nadal bez problemu znajdzie się ludzi, którym ani kolejka do toalety, ani papierowe ścianki nie będą przeszkadzać, ale w sytuacji kryzysowej, a takie zdarzają się raz w miesiącu, trudno będzie też liczyć na to, że nie znikną oni w minutę po 16:00. Trzeba zapewnić im najwyższej klasy sprzęt, możliwość udziału w konferencjach branżowych, zainwestować w wyjazdy integracyjne i zaplanować jeszcze tysiąc innych rzeczy ‒ od świeżych owoców, które potem gniją na stole, po smaczne śniadania, które zresztą szybko się przejadają i w większości lądują zapewne w koszu. Od tego nie ma jednak ucieczki.

Co gorsza, najlepiej od razu pogodzić się z faktem, że w ten sposób rotacji pracowników się nie wyeliminuje. Dobrze będzie, jeśli się ją opóźni, a – w najlepszym razie – szybko uzupełni powstałe braki. Problemem nie są jednak wykwalifikowani i zadowoleni pracownicy, którzy odchodzą, tylko ci niewykwalifikowani i sfrustrowani, którzy zostają. Zmiana w świecie IT jest jedyną stałą, a ludzie – największym assetem, którego wartość rośnie z czasem i nabywanym doświadczeniem. Trudno ich zrekrutować, kiedy jeszcze nie udowodnili swojej wartości w warunkach bojowych, ale jeszcze trudniej zatrzymać na dłużej. I zdaje się, że wiele spółek IT przestało nawet próbować. Firmy IT, zupełnie jak „telekomy”, nowych pracowników witają fajerwerkami i confetti, ale starymi nie zaprzątają sobie już głowy. Zapominają, że ich potrzeby zmieniają się wraz z tym, jak zmienia się ich styl życia.

Potrzebne biuro, które rośnie z firmą

Biuro powinno przekonać nowego członka załogi, że warto tu być, bo firma jest stabilna i stać ją na to, by zainwestować w wyposażenie kolorowych chillout roomów. Stałego pracownika firma musi zdobyć czymś innym. 30-latek z rodziną bardziej niż nowe PlayStation doceni na przykład przedszkole. Idealnie, jeśli byłoby ono w miejscu pracy, ale jeśli nie – dofinansowanie do prywatnego też byłoby bardziej przemyślanym prezentem… O pracy zdalnej i rodzinnych piknikach nie wspominając.

To jednak powoduje kolejne wyzwania. W branży, w której co pół roku ogłaszana jest nowa technologiczna rewolucja, perspektywa pięcioletnia ‒ a taka umożliwiałaby adresowanie tak różnych potrzeb ‒ to zwyczajne zaklinanie rzeczywistości. Obecny model biznesowy rządzący warszawskim, ale pewnie i polskim, rynkiem nieruchomości biurowych nie jest odpowiednio elastyczny. Brakuje takiego, w którym kosztami biura dałoby się zarządzać – tak jak kosztami związanymi na przykład z obsługą księgową. Organizacje takie jak nasze rosną bowiem nieprzewidywalnie. Warunkiem uczestnictwa w rynku jest szybkość, z jaką na niego reagujemy. Nie ma więc czasu na korporacyjnego ping-ponga, wymianę maili i przekładanie terminów. Jeden nowy kontrakt i w ciągu kilku chwil jesteśmy dwa razy więksi.

Rynek nieruchomości na razie jednak nie chce tego zauważyć, dla własnej oczywiście wygody. Firmy IT radzą więc sobie same. Popularne zaczyna być szukanie kooperacji, łączenie się w „spółdzielnie”, w ramach których koszty administracyjne podzielić można na kilka zaprzyjaźnionych podmiotów. Wciąż brakuje systemowego rozwiązania tego problemu, choć i tu pojawiają się już pierwsze zwiastuny pozytywnych zmian. Pomysł łączenia stałej przestrzeni biurowej z przestrzenią dodatkową, w której płaci się za każdego pracownika, wydaje się bardzo obiecujący także dla start-upów, które wyrosły już z etapu coworkingowego. Bo o ile to ciągle dobre rozwiązanie dla freelancerów, o tyle na pewnym etapie rozwoju organizacji to już nie uchodzi. Mimo wciąż obecnego „garażowego” etosu w świecie IT do stołu, gdzie gra toczy się o najwyższe stawki, zapraszani są ci, którzy mają największe logo na fasadzie najwyższego budynku w mieście. I tam też pukają najlepsi pracownicy… Pracodawcy w branży tech potrzebują wsparcia branży real estate w przyciąganiu i utrzymaniu najlepszych talentów.

Komentarze Facebook
Czytaj więcej z kategorii Organizacja:

Zawód: programista. Rynek pracy oczami specjalistów IT

Gwiazdy na rynku talentów tech opowiadają o sobie, o prowadzeniu projektów oraz utrzymywaniu work life balance w najbardziej dynamicznym środowisku zawodowym.

Najczęściej czytany

PropTech w biurze. Oszczędności i komfort pracy w jednym

Biometryka, big data, sztuczna inteligencja i Internet rzeczy. Nowoczesne technologie odważnie wkraczają do biur na całym świecie. W ubiegłym roku szacunkowa wartość tego rynku sięgnęła prawie 3 miliardów dolarów. A rozwiązania już dawno przestały służyć tylko ograniczaniu kosztów funkcjonowania.