search-bar

Rozwój

Szybko odkryłam, że drzemie we mnie dusza przedsiębiorcy

Jej kariera to świetny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Karina Trafna, która dziś zarządza firmą KIDS&Co. zaczynała od pracy w bankowości oraz funduszach inwestycyjnych. Praca w finansach zapewniła jej wiedzę, doświadczenie rynkowe, ale ukształtowała ją również jako menedżera. – Szybko odkryłam, że mam duszę przedsiębiorcy, ale muszę budować coś z prawdziwą wizją – stąd przedszkola – podkreśla Karina Trafna, a my pytamy ją o początki w biznesie, najciekawsze projekty i plany na przyszłość.

Karina Trafna założyła w 2006 roku swoje pierwsze prywatne przedszkole, a od 2011 buduje sieć przedszkoli i żłobków przybiurowcowych i firmowych pod marką KIDS&Co. w całej Polsce. Rok 2019 jest dla niej przełomowy. W tej chwili działa już 11 placówek, a we wrześniu powstanie kolejnych 4 lub więcej. Jej przedszkola są coraz bardziej pożądane nie tylko przez rodziców, ale również pracodawców, którzy zdają sobie sprawę, że zapewnienie świetnego przedszkola lub żłobka dla dzieci swoich pracowników jest jednym z najlepszych benefitów jaki firma może dać zatrudnionym.

Kariera Kariny Trafnej to świetny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy trafiła do pierwszej pracy w banku – była na trzecim roku studiów. Postanowiła zatem zrealizować dwuletni program w jeden rok. W piątek jechała na Pomorze, by brać udział w zajęciach, a w poniedziałek o 4:30 nad ranem wracała do Warszawy i prosto z walizką przychodziła do biura. Gdy dostała propozycję transferu z banku do TFI… była w 8 miesiącu ciąży. Propozycję przyjęła, a w TFI spędziła kilkanaście lat. Podkreśla, że od zawsze pracowała w męskim środowisku i zawsze czuła wsparcie kolegów. Co ją inspiruje? Jakim jest szefem? Co poradziłaby kobietom, które rozpoczynają przygodę w biznesie?

question
Agnieszka Żelazko

Jak trafiła Pani do bankowości?

question
Karina Trafna

Gdy przyjechałam do Warszawy, przez krótki czas pracowałam jako nauczycielka w liceum ekonomicznym. Zbieg okoliczności spowodował, że trafiłam do banku. Cała firma, powaga tej instytucji, szkolenia wstępne, wyrabianie karty dostępu, a później pierwsze zadania – wszystko to robiło na mnie ogromne wrażenie. Gdy trafiłam do banku byłam na trzecim roku studiów, które realizowałam na Pomorzu. Postanowiłam przejść na tryb indywidualny i zrobić dwa lata w jednym. W piątek przychodziłam do pracy z walizką, po pracy wsiadałam w pociąg i dojeżdżałam nad morze, weekend spędzałam w szkole, w niedzielę w nocy wracałam do Warszawy i prosto z podróży szłam do biura. Później przeszłam do innego banku, mniej tradycyjnego, bardziej dynamicznego, nowoczesnego. To tam rzucono mnie na głęboką wodę, od razu dostałam ambitne zadania i musiałam im sprostać. Odkryłam wtedy, że lubię jak się coś dzieje. Lubię nowe wyzwania, kontakt z klientem, mam duszę przedsiębiorcy. Gdy byłam w 8 miesiącu ciąży dostałam propozycję wewnętrznego transferu do TFI. Zgodziłam się i przepracowałam tam wiele lat. To było świetne doświadczenie i cieszę się, że tam trafiłam. Mój ówczesny prezes traktował mnie jako długofalową inwestycję, a ja po porodzie szybko wróciłam do pracy, w której czekały na mnie nowe możliwości. Gdy urodziłam syna i pracowałam w TFI potrzebowałam miejsca, któremu mogę zaufać i tak otworzyłam pierwsze przedszkole, które istnieje do dziś. Ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Ktoś mógłby zapytać co bankowość ma wspólnego z przedszkolem.

Często spotykam się z tym, że przedszkola budzą uśmiech na twarzy. Gdy przychodzimy na spotkanie do dewelopera, kompleksu biurowego lub klienta korporacyjnego, żeby przedstawić nasz pomysł na przedszkole firmowe, spotykamy się z uśmiechem (czasem  z pobłażaniem…). Natomiast kiedy oprócz kwestii dwujęzyczności i rozwoju inteligencji społeczno-emocjonalnej zaczynamy mówić o biznesie, pokazywać złożone i świetnie przygotowane analizy, plany, okazuje się, że nasza wizja oraz strategia są spójne i przemyślane. Praca w finansach dała mi bardzo dużo. Ukształtowała we mnie podejście do własnego biznesu. Pracując i równolegle prowadząc dom wiedziałam co jest istotne dla pracownika-rodzica, a z drugiej strony czego oczekuje pracodawca. Gdy zaczynałam myśleć o założeniu przedszkola, zdawałam sobie sprawę, że takie placówki są głównie na osiedlach w domkach jednorodzinnych – ja chciałam wejść do biurowców, żeby być bliżej pracujących rodziców. Zrobić coś, czego nie było na rynku i przekonać go, że właśnie takiego rozwiązania potrzebuje. Dać też rodzicom komfort tego, że są kilka minut od swoich pociech.

Wiedziałam również, że rozwój i skalowanie biznesu są kluczowe, żeby być w najlepszych lokalizacjach, pozyskiwać świetnych ludzi i mieć najwyższy standard w akceptowalnej dla rodziców cenie. A dzięki branży finansowej byłam świadoma, że jeśli chcę doprowadzić do skalowania, to na pewnym etapie muszę zaprosić inwestora finansowego. Co ma zatem wspólnego bankowość i prowadzenie sieci placówek dla dzieci? Jedno i drugie to biznes, choć ten drugi ma jeszcze misję i to świetna przygoda.

 

Co jest najważniejsze w tej przygodzie?

Połączenie ciężkiej pracy, wyzwań, radości z tego co się robi oraz pasji. Ja sama szybko odkryłam, że uwielbiam wyzwania, kontakt z ludźmi i budowanie pierwszej w Polsce sieci wyjątkowych przedszkoli. Mamy duże ambicje, chcemy się rozwijać, otwierać co najmniej kilka placówek rocznie. Za pięć lat chcielibyśmy mieć 50 lokalizacji w całej Polsce, ale nie chcemy iść na kompromisy. Nasz koncept podoba się na rynku. Ludzie często pytają mnie skąd wzięła się nazwa i cała filozofia KIDS&Co. Czy to jakaś licencja, czy to zagraniczny koncept? Prawda jest taka, że sama stworzyłam podwaliny do tego biznesu. Miałam pomysł nie tylko, by otwierać placówki w biurowcach i włączyć w to też korporacje. Ale także by zatrudniać ekspertów od języka angielskiego i pedagogów, by pracować nad rozwojem nowoczesnych metod nauczania oraz umiejętności społecznych, o których dziś tak wiele się mówi. Tak naprawdę najlepszym barometrem sukcesu nie jest liczba placówek, ale nasi absolwenci – dzieci samodzielne, przedsiębiorcze, nastawione na współpracę, swobodnie komunikujące się w języku angielskim i przygotowane  do wyzwań dalszej edukacji.

Dziś, z perspektywy czasu wiem, że miałam bardzo duże szczęście do ludzi. I to jest duża, ale niemierzalna wartość, która ma wpływ na sukces. Zatrudniam naprawdę fantastyczne osoby, które miały doświadczenie z przeróżnych branż (chociażby odzieżowej, rekrutacyjnej, logistycznej, finansowej) albo z sektora publicznego. Łączy ich jedno: ogromna pasja, chęć pracy, energia do działania, mnóstwo pomysłów, odpowiedzialność za swoje zadania. Być może te osoby chcą się podwójnie wykazać, dlatego, że mają możliwość budować coś tak innego? Nie wiem. Ale wiem jedno. Zbudowaliśmy świetny zespół. Większość ludzi, których zatrudniałam na początku, pracuje ze mną do dziś. Wielu z nich pełni w firmie już zupełnie inne funkcje, ale umożliwianie pracownikom rozwoju, wybierania swoich ścieżek jest fantastyczne.

 

Jakim jest Pani szefem?

Jestem szefem partnerem. Nie mam problemu, żeby pojechać za kogoś do klienta, nadzorować budowę albo robić cokolwiek innego. Mam pełną wiedzę na temat procesów, które zachodzą w firmie. Poza tym to ja tworzyłam ją od podstaw, większość elementów, które stanowią dziś fundamenty biznesu powstawały w mojej głowie. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, jestem zdeterminowana, nie poddaję się. Po prostu jestem głęboko przekonana, że wszystko „się da”. Możliwe, że jestem ultrawymagającym menedżerem, ale daję również dużo z siebie.

Jestem też osobą odważną. Bywały takie momenty, że trzeba było podjąć ryzyko, postawić wszystko na jedną kartę, jak chociażby przy uruchomieniu pierwszego przedszkola. Musiałam wtedy zainwestować wszystkie swoje oszczędności, przeprowadzić się z całą rodziną do domku jednorodzinnego, w którym miało wcześniej powstać przedszkole i walczyć z upartym, sprzeciwiającym się inwestycji sąsiadem.

 

Pracowała pani w męskim środowisku, teraz pracuje pani głównie z kobietami. 

Pracę z mężczyznami przez całe życie rozpatrywałam jako wartość dodaną. Uważam, że zróżnicowany zespół jest korzyścią dla obu stron. Pracowałam w męskim zespole, ale też zarządzałam takim zespołem i bardzo dobrze nam się pracowało. Wiele nauczyłam się od moich kolegów, nigdy nie czułam, że mogę mniej, albo że są jakieś bariery. Dziś pracuję przede wszystkim z otwartymi i wspierającymi się kobietami. Daję im dużo swobody, ale też umożliwiam rozwój i podejmowanie nowych wyzwań. Jeżeli chcą rozwijać się w nowych obszarach i biorą za to odpowiedzialność, to jestem na „tak”. U mnie kobiety pomagają sobie, douczają się, budują coś wspólnie.

 

Jakie rady dałaby Pani młodym kobietom, które dopiero zaczynają przygodę w biznesie?

Po pierwsze poradziłabym im, by nie bały się próbować. Po drugie – żeby inwestowały w siebie, w naukę, szkolenia, rozwój. Mam też wrażenie, że spotykanie ludzi – ba – spotykanie właściwych ludzi we właściwym momencie, jest kluczem do sukcesu. Dlatego warto spotykać się z innymi ludźmi, rozmawiać, czerpać z ich doświadczeń. Dobrze mieć otwarty umysł, bo może okazać się, że to co będzie naszą życiową pasją, jest w tej chwili nieodkryte, jeszcze o tym nie wiemy, przyjdzie do nas z czasem. Ważne jest zatem, by sukcesywnie odkrywać co chcemy w życiu robić, ale również czego nie chcemy robić. Dać sobie możliwość wyboru. Chciałabym, by młode menedżerki wiedziały, że nie ma czegoś takiego jak praca składająca się tylko z pasji. W każdej pracy jest coś, czego nie lubimy. Warto zatem akceptować to, że rozwój oznacza wykonywanie niektórych rzeczy, które nie sprawiają nam przyjemności. Pamiętajmy również, by nie zaniedbywać życia osobistego. Czas wyzwań i intensywnej pracy jest ważny, ale to życie osobiste pozwala zachować równowagę, by się w tym wszystkim nie pogubić.

Czytaj więcej z kategorii Rozwój:

Czy dzielenie zawodów na „męskie” i „kobiece” ma uzasadnienie?

Liczba kobiet zajmujących wysokie stanowiska w branżach takich jak technologia, przemysł, finanse, czy nieruchomości – wciąż rośnie, a dzielenie zawodów na "męskie" i "kobiece" powoli traci sens. W biznesie liczy się doświadczenie oraz zbiór indywidualnych cech, dzięki którym łatwiej osiągnąć zamierzony wynik. Czy zatem sprzedaż, w której wynik coraz częściej zależy od umiejętności słuchania oraz osiągania kompromisu jest dobrym miejscem rozwoju dla kobiet?

Najczęściej czytany

PropTech w biurze. Oszczędności i komfort pracy w jednym

Biometryka, big data, sztuczna inteligencja i Internet rzeczy. Nowoczesne technologie odważnie wkraczają do biur na całym świecie. W ubiegłym roku szacunkowa wartość tego rynku sięgnęła prawie 3 miliardów dolarów. A rozwiązania już dawno przestały służyć tylko ograniczaniu kosztów funkcjonowania.